- Czy uwaŜasz, Ŝe to w porządku, Ŝebyśmy razem zjedli kolację? Co ty na

monogamii; dławiły ją nadal, mimo że pękły.
złego. Przesłuchania krewnych, przyjaciół i sąsiadów przyniosły zero podejrzanych. Nie mieli
Szukała kluczy w torebce i zobaczyła kota sąsiada – siedział na werandzie. Przyglądał się
Serce stanęło jej w gardle. A więc to już!
Wiedziała, że jeśli to zrobi, Rick wsiądzie do najbliższego samolotu lecącego na wschód. I
– Znowu tutaj? – zapytała. – Nie możesz trzymać się z daleka, co?
– Dobra. Dzieje się coś dużego. I nie wierzę w zbieg okoliczności.
jednego stolika, nakładali klientowi wielkie sombrero na głowę i śpiewali hiszpańskie „Sto
Wydawała się naprawdę wstrząśnięta.
Rozdział 31
Byli szczęśliwymi rodzicami, czuli się bezpieczni i w jednej chwili wszystko stracili.
Rozbolała go noga, gdy mijał otwarte drzwi restauracji. Nawet nie słyszał dźwięków
Wydawała się prawdziwa.
Za to miała jeszcze półtora kilometra do domu. Kompletnie przemoknie. Wbrew swojej obietnicy przyspieszyła, znów zmuszając psa do biegu. Gnała coraz szybciej, nie zważając na ból mięśni. Gumowe podeszwy butów miarowo uderzały o chodnik. Starała się skoncentrować na oddechu. Minęła okno wystawowe i wydało jej się, że widzi w środku Kelly, ale gdy zatrzymała się, Kelly już nie było... zniknęła... okazała się tylko złudzeniem. Caitlyn pobiegła dalej. Pot mieszał się z deszczem i spływał jej po twarzy, serce waliło jak szalone. Pędziła bocznymi uliczkami, aż zobaczyła swój dom. Nareszcie! Omal nie zemdlała ze zmęczenia. Pchnęła furtkę, wbiegła po schodkach. Wzięła na ręce mokrego psa i weszła do holu. W łazience na dole znalazła ręcznik, wytarła Oskara, a potem nalała mu świeżej wody. Następnie zajrzała do barku, gdzie znalazła wszystko, co potrzebne do przyrządzenia martini. Pobiegła na górę, rozbierając się po drodze, i weszła pod prysznic, kątem oka dostrzegając pękniętą szybę. Zakleiła pęknięcie taśmą, ale na długo to nie wystarczy. Gorąca woda ściekała jej po twarzy i po plecach, przynosząc ulgę, mocny strumień masował obolałe mięśnie. Zamknęła oczy. Starała się nie myśleć, jakie to dziwne kąpać się tutaj, spać w tej sypialni, mieszkać w tym domu, którego spokój został pogwałcony. Bez środków nasennych chyba nie umiałaby tu zasnąć. Musiała się dowiedzieć, co tu się wydarzyło. I to na własną rękę, bo na nikim nie mogła polegać. Ani na policji, ani na Kelly, ani na Adamie. Nie... sama musiała rozwiązać zagadkę. Musiała dotrzeć do zakamarków swojej pamięci... może z pomocą hipnozy... Rebeka zahipnotyzowała ją parę razy i zapewniała później, że osiągnęły duży postęp. - Powinnyśmy być zadowolone - powiedziała po pierwszym seansie. - Tak? - Z pewnością. - Co się stało? Rebeka spojrzała na zegarek. - Powiem tylko, że to przełom. Jeszcze nie wiem, co to wszystko oznacza. Muszę nad tym popracować, ale zapewniam cię, że twój stan znacznie się poprawi. Były jeszcze kolejne seanse hipnotyczne i kolejne wymijające odpowiedzi, i gdyby nie to, że Caitlyn czuła się lepiej i była bardziej zrelaksowana, to pewnie zirytowałaby ją powściągliwość Rebeki. - To jakieś bzdury - powiedziała Kelly na wieść o tych metodach. - Jak można poddać pacjenta hipnozie, a potem nie powiedzieć mu, co się zdarzyło podczas seansu? Nawet nie wiesz, czy nie każe ci przypadkiem podskakiwać jak tresowanemu niedźwiedziowi. - Mylisz się, Kelly. - Skąd wiesz? - Wiem i już. Czułabym, gdybym robiła coś dziwacznego. A ja czuję się wypoczęta. - Wiesz co, tak naprawdę myślę, że to gusła. Dziwna historia, Caitie-Did. Dziwna historia. Może Kelly miała rację? Dlaczego doktor Wade wyjechała tak nagle i bez słowa? Owszem, mówiła, że wyjedzie na jakiś czas, żeby uporządkować notatki do swojej książki. Obiecała Caitlyn, że kiedy wróci, znów zaczną się spotykać. Ale wyjechała wcześniej. Nagle. W każdym razie Caitlyn odniosła takie wrażenie. Teraz zaczęła się niepokoić.


tego nie pamiętasz, ale wręczyłam go właśnie tobie. - Zamknęła

Uśmiechnęła się anielsko, a O1ivię przeszył strach. Jak długo zamierza ją tu trzymać?
serce stanęło mu w piersi.
– Dzięki – syknął Bentz i wcisnął cholerny aparat do kieszeni.

Dawaj, dawaj, poganiała się. Muzyka dudniła jej w głowie. Dasz radę.

zapraszam.
Cholera, kim był ten młody człowiek i co takiego jej powiedział?
- Tak - szepnął, nie spuszczając z niej wzroku. - Zaraz się przekonasz.

– Ja też – przyznała się Martinez.

Na razie pomieszka tutaj. Pocieszała się myślą, że mogłoby być o wiele gorzej. Panna Biddenham opowiadała jej okropne historie o traktowaniu służących guwernantek. Lady Helena wyraziła się jasno w tej sprawie. Napisała w liście: Będzie pani towarzyszyć lady Arabelli przy wszystkich posiłkach. Zależy mi na tym, by oduczyć ją niestosownego zachowania i przygotować do przyszłorocznego wprowadzenia do towa¬rzystwa. Mam nadzieję, że zdoła pani poprawić jej maniery.
- Nie wiem, co złego mogłaby pani zrobić, ale na miłość
Melisy Mason, reporterki telewizyjnej, która filmowała właśnie stanowisko z ową